15 kwietnia 2015

Rozdział II

Przed wami kolejny rozdział opowieści o dwóch dziewczynach, z różnych ,,światów''. Nie przedłużając zapraszamy do czytania.


Czas na Dożynki
* perspektywa Kali*
Z mojego domu do Pałacu Sprawiedliwości jest dziesięć minut. Ludzie już zaczęli się schodzić. Dożynki to najsmutniejszy dzień w całym roku. Każdy rodzic zdaje sobie sprawę, że być może po raz ostatni widzi ukochane dziecko. Razem z Gisele poszłyśmy się zapisać. Anghel przeszedł do miejsca wyznaczonego dla rodzin. Po załatwieniu wszystkich formalności, podeszłyśmy bliżej Pałacu Sprawiedliwości. Całe dożynki dla mnie są jakimś przereklamowanym spektaklem. Po co komu te Igrzyska? Głodować i umierać mogę w moim własnym dystrykcie. Co prawda sytuacja materialna Dystryktu 5 nie jest aż taka zła, ale zawsze mogłoby być lepiej. Wyszedł burmistrz, powitał wszystkich i wygłosił swoją nudną przemowę. Merwyn Karigann, opiekunka naszego dystryktu zaczęła grać swoją role. Była ubrana w różnokolorową, geometryczną sukienkę do kolan. Blond włosy miała zaplecione w warkoczyki, z których został ułożony jakiś wzór geometryczny na jej głowie. Wyglądała dziwacznie przy zwykłych obywatelach. Nadszedł czas na wylosowanie dziewczyny. Merwyn zanurzyła rękę w puli z imionami dziewcząt. Wyciągnęła karteczkę, uśmiechnęła się i podeszła do mikrofonu.
-Dziewczyną reprezentującą Dystrykt 5 będzie... Kalianna Jones !
Jak to jest możliwe? To nie ma prawa się zdarzyć. Co ja teraz zrobię?
Spojrzałam na Gisele. Próbowałam zobaczyć jakieś uczucia, które mogłaby okazywać. Gdy spojrzałam w jej szare oczy zobaczyłam obojętność. Zadowolenie? Nie rozumiem. Nie miałam czasu na zastanowienie, szybko weszłam po schodach i stanęłam koło Merwy. Skoro moje własne rodzeństwo cieszy się, że prawdopodobnie umrę, niech tak będzie. Merwyn podeszła do puli z imionami chłopaków. Wyjęła karteczkę i podeszła do mikrofonu.
-Chłopakiem reprezentującym Dystrykt 5 będzie... Nathan Green.
Co? Dlaczego on? On był ostatnią osobą, która powinna tu stać. Bawiłam się z nim jak byliśmy dziećmi. Nathan szybciej stanął koło Merwyn. Burmistrz podziękował za przybycie i Strażnicy Pokoju wprowadzili nas do Pałacu Sprawiedliwości. Mieliśmy pięć minut, żeby pożegnać się z rodziną. Do mnie oczywiście nikt nie przyszedł. Po co? Skoro Anghel i Gisele pozbyli się problemu, to dlaczego mieliby zaprzątać sobie mną głowę? Przez te pięć minut siedziałam na kanapie i palcami rozczesywałam poplątane włosy. Czekałam, aż przyjdą po mnie Strażnicy Pokoju i odprowadzą mnie do pociągu. Chciałam być jak najdalej stąd. Ja już nie mam rodziny. Strażnicy Pokoju kazali mi iść do pociągu.
Tak właśnie rozpoczyna się moja ostatnia przygoda.
*Perspektywa Altin*
Idąc w stronę Pałacu Sprawiedliwości, trzeba przejść przez niewielki park, a następnie wąską uliczką w prawo. Kiedy tam dotarliśmy, mama stanęła obok w miejscu wyznaczonym dla rodziny. Natomiast ja ustawiłam się w długiej kolejce do zapisów.
Minęła chwila kiedy przyszła pora na mnie. Po podaniu wszystkich danych i wypełnieniu dokumentów, ustawiłam się w ostatnim rzędzie. Był to rząd dziewcząt ustawionych rocznikami i zwróconym w stronę Pałacu. Budynek jest wysoki, w białym kolorze. Ozdobiony wszelkim bogactwem. Na pierwszy rzut oka,widać jak bardzo jesteśmy bogaci. Na podium pojawił się burmistrz i w tym momencie wszystkie głosy ucichły. Wygłosił długą i niezrozumiałą przemowę, której i tak nikt nie słuchał. U jego boku pojawiła się Bella Silver. Ta kobieta to było coś. Jako, że jest opiekunką Dystryktu 1 musiała udawać miłą. Ale czy naprawdę taka jest? Nie wiadomo. Przez czarną suknię, jak na pogrzeb i blond szopę kręconych włosów, nie wyglądała na przyjazną.
-Jako, że co roku mamy sporo chętnych - zaczęła - wylosujemy. Zacznijmy od dziewcząt. Pierwszą uczestniczką 88 Głodowych Igrzysk zostaje - krzyknęła do mikrofonu i włożyła rękę do szklanej kuli. Wyciągnęła małą karteczkę. Nie ja. Tylko nie ja. Chociaż jak będę miała walczyć, zrobię to. Postanowiła i usłyszałam:
-Altin Laroux, chodź do nas - rozeszło się echem.
Niepewnie wystąpiłam z tłumu i ruszyłam po białym dywanie. Stanęłam na podium z lewej strony Belli i spuściłam wzrok na swoje buty. Byłam przerażona tym, że w jednej chwili chciałam uczestniczyć, natomiast z drugiej nie. To co działo się później do mnie nie docierało. Ocknęłam się w momencie, gdy usłyszałam słowa: -,,Peeter Dean''. Co? Przecież to mój najlepszy przyjaciel. Widziałam jak wchodzi na podwyższenie i wtedy myślałam, że to sen. My sobie nie poradzimy, a nawet jak któreś z nas sobie poradzi to drugie będzie musiało zginąć. Jak nie ja to on... Byłam załamana.
Po chwili już znajdowaliśmy się w Pałacu Sprawiedliwości. Peeter milczał. Oboje nie chcieliśmy brać udziału w Igrzyskach, ale jak zawsze los pokrzyżował nam plany. W drzwiach pojawiła się moja mama. Do Peetera przyszedł ojciec.
-Tato byłby z ciebie dumny. Tak jak ja teraz - szepnęła i dodała - dasz rade. Kocham cię. Nie zdążyła powiedzieć już nic więcej, gdyż staże na to nie pozwolili.
Z Peeterem przyjaźnimy się od małego, a teraz w obliczu śmierci nie potrafimy nawet na siebie spojrzeć. Po chwili przyszli po nas Strażnicy Pokoju i odprowadzili do pociągu.
Właśnie rozpoczynam nowy rozdział w życiu.

Kolejny rozdział miejmy nadzieję, że jeszcze w kwietniu. Pamiętajcie, że każdy komentarz motywuje nas do działania i szybszego wstawienia dalszej części opowiadania o naszych bohaterach. Pozdrawiamy Julka i Pati.


3 komentarze:

Bows And Arrows